music

poniedziałek, 31 października 2016

Lucjusz x Molly: Dzieci



Stałam na dworcu, krok za mną stał Artur. Żegnaliśmy nasze kochane pociechy. Bardzo martwiłam się, Ginny szła pierwszy raz do Hogwartu. Wiedziałam, że da radę, a jednak nadal przepełniona byłam troską. Pożegnałam Percy'ego, później Freda i Georga, Rona i na końcu Ginny. Kiedy ona tak urosła? Mam wrażenie jakby to jeszcze wczoraj przebierałam ją w pieluchy. Artur położył swoją dłoń na moim ramieniu. Dzieci razem z Harrym wychyliły głowy. Machałam im póki nie zniknęli z horyzontu.


Odwróciłam się i miałam zamiar wracać samochodem kiedy napotkałam jego wzrok. Lucjusz patrzył na mnie, nie tak jak za naszych szkolnych czasów. W jego oczach widziałam pogardę. Żałuję, że tak wiele mnei z nim dzieli. Jedno nie koniecznie przyjemne spojrzenie wywołało we mnie falę wspomnień. Pamiętam jak niegłam z nim po szkolnych korytarzach. Trzymał mnie za rękę, ledwo nadążałam za jego szybkim tępem. Pamiętam jak czekał na mnie pod portretem Grubej Damy. Był niesamowity. Był moim marzeniem. Wszystko zaczęło się psuć z czasem. Nie, nie kłóciliśmy się, chociaż wolałabym, w niektórych momentach słyszeć jego podniesiony głos. W ten sposób wydawałby się bardziej ludzki. Nie podobały mi się jego ideały. Nie raz przyprawiały mnie o dreszcze. Nie w ten przyjemny sposób co jego dotyk. Czasem się go bałam, ale przeważnie go kochałam. Do czasu kiedy postanowiłam mu ultimatum- wszystko się zmieniło. Chodził ponury. Przestał biegać ze mną po korytarzach, doprowadzać mnie do śmiechu. Nawet nie spędzaliśmy razem tyle czasu. Potem na pewnej dyskotece podszedł do mnie Artur. Chciałam tylko zrobić Lucjuszowi na złość i zatańczyłam z rudowłosym. Nie skończyło się na jednym tańcu. Był czuły i delikatny. Zawsze go lubiłam, a tego wieczoru wyznał mi miłość. Pocałowałam go na oczach Lucjusza. Do dziś pamiętam jak w środku nocy do mnie napisał. Prosił o spotkanie, a ja się zgodziłam. Miał bledszą niż zwykle twarz. Wróciliśmy do siebie. Obiecaliśmy sobei zmiany, ja miałam nei zadawać się z Arturem, a on miał zostawić śmierciożerców. Był bliżej, kłamstwem było to, że przestał wierzyć w wyższość czystej krwii. Artur był inny. Pełen miłości. Czerwienił się przy mnie. Słodki i starający się o moje względy. W pewnym momencie poszliśmy razem do łóżka. Niczego nie żałuję. Moja miłość do Lucjusza nie ma znaczenia, kiedy może okazać w każdej chwili swoje drugie oblicze. Te, którego się boje. Wybrałam bezpieczeństwo, wybrałam Artura. Zaszłam w ciążę, był to ostatni miesiąć nauki. Od razu po ukończeniu Hogwartu pobraliśmy się, a kilka miesięcy później urodziłam Billa.


Artur jest najwspanialszym mężem. Otrzymuję od niego wszystko czego nie koniecznie widziałam w Lucjuszu, a mimo to nadal go kocham.


Widziałam jak spuszcza wzrok pod wpywem mojego. Mogłam się założyć, że myśli o tym co byłoby lepsze. Ale on przecież nie potrafi wybrać. Nigdy nie potrafił.

Rozdział 10. Tell me if I know



Co jest gorsze?

Gdy rodzice nie żyją dla ciebie?

Czy może, gdy ty nie żyjesz dla rodziców.

Brakuje mi ich i bardzo boli mnie to, że to ja dla nich nie żyję. Czuję się tak samotnie. Wcześniej był przy mnie Teodor, a teraz i on nie chce mnie znać. Chciałabym kogoś kto by, powiedział do mnie coś, że ja nadal żyję i jestem potrzebna. Odpuszczam sobie wszystko. Nigdy tego nie chciałam. Potrzebuję kogoś, kto da mi powód do tego, by stać twardo. Bardzo chciałabym, żeby Teodor wrócił.

Chociaż miałabym zrobić z siebie idiotkę bardzo bym chciała napisać mu coś, albo wykrzyczeć prosto w twarz, Tak, żeby zrozumiał jaki błąd wkradł się między nami.

Jest dwudziesta, a ja wybiegam z pokoju. Nie chcę być dla niego umarła. Chcę żyć dla niego. Zrobię wszystko jeśli zostanie. Powiem mu to głośno. Nikt nie dotykał mnie tak jak on wcześniej. Bez niego się zamykam w sobie. Nie chciałam go zranić, ale co jeśli żyję dla bólu? Nie chcę być sama. Pukam, krzyczę w wejściu do domu Ślizgonów. Będę o niego dbać. Nie pozwolę mu tak łatwo odejść. Mam nadzieję, że i on mnie nadal kocha. W progu stoi Blaise i robi mi wejście by wejść. Słyszę muzykę, jak zwykle w sobotę ślizgoni bawią się świetnie. Widzę Teodora i do niego podchodzę. Momentalnie zwala z siebie jakąś ślizgonkę. Widzę jej podenerwowanie na twarzy. Teodor wstaje. Śmierdzi od niego alkoholem, ale ja mu to powiem.

- Chcę być tylko twoja.

Łapie mnie za nadgarstki i całuje zaborczo. Może to Ognista, może na mnie czekał. Może jest gotów pokochać mnie od nowa, bo ja kocham go tak jak wcześniej.

- Czekałem na ciebie.

Przed oczami mam obraz jego i tej ślizgonki, którą zwala z kolan.

Przyspieszony kurs latania, kiedy łapie mnie za rękę i zaprowadza do swojego pokoju. Dałabym mu wszystko. Wrócił. Nie jestem sama, mam dla kogo żyć. On mnie potrzebuje bardziej niż rodzice. Wie, że go kocham. Ja też wiem. Kładzie mnie na swoim łóżku. Całuje jak nigdy wcześniej. Całuje jakbym ożyła. O to chodziło.Leżę między jego nogami, a ręce trzyma po dwóch stronach mojej głowy. Znowu jest obok. Tak bardzo lubię kiedy mnie całuje. Nie potrafię nawet skupić się na oddechu. To chwila kiedy jego prawa ręka znajduje moją.

- Jesteś tylko moja.- szepcze w przerwie między pocałunkami. Atakuje moją szyję, a ja nie mogę oprzeć się pokusie, że jestem dla kogoś ważna.

Noc spędzam u Teodora, przytulona w jego silne ramiona. Tak smakuje bezpieczeństwo? Jak nie samotność i miłość razem?

Budzę się o siódmej. Teraz czuję się chyba lepiej. Tak czuję się z nim- najlepiej. Zdejmuję jego bluzkę i zakładam moje wczorajsze ubranie. Wychodzę ostatni raz całując jego usta. Odwzajemnia mój pocałunek chociaż spodziewałam się, że śpi.

- Do zobaczenia później, Teo!- wołam i zamykam drzwi do jego pokoju. Rumienię się na widok grupki ślizgonów z mojego rocznika. Blaise wybucha głośnym śmiechem. Sytuacja wygląda dość dwuznacznie. Malfoy wygląda na człowieka z kacem. Wygląda jak człowiek, to już coś.

- Kac morderca nie ma serca.- robię smutną minę i klepię go po ramieniu.

- Teodor musiał się z tobą nieźle bawić skoro masz taki dobry humor.

Czy on próbuje mnie sprowokować?

- Nieźle to mało powiedziane- w ż y c i u się tak dobrze nie bawiłam. Wychodzę nawet nie patrząc za siebie.

Rozdział 9.Tell me if you need a loving hand

Rozmowa z White jedynie mnie podirytowała. Próbowała zemścić się na Malfoy'u moim kosztem? Zdawała sobie sprawę, że mnie również skrzywdzi?
- Malfoy!- krzyczę gdy tylko zauważam blond czupryne. Patrzy mi w oczy i słyszę jego głos.
Nie będę tu z tobą rozmawiać. Przyjdź za dziesięć minut do Pokoju Życzeń.
Odwraca się, jakby nic się nie stało. Nie mam pojęcia, kto nauczył go przekazywać myśli.
- Czego chciałaś?- pyta jak zwykle przyjaźnie.
- Co zrobiłeś tej całej White?
- Jak to co?- unosi brew.
- Nie bez powodu wymyśliła całą tą plotkę.
- Jest po prostu irytująca. Za dużo sobie wyobraża. Myśli, że jeśli raz wpuściłem ją do łóżka ma szansę na coś więcej.- Malfoy był już zdenerwowany. Wytrzymałam piorunujące spojrzenie, które mi posłał.- Nie bez powodu jest taka nienormalna. Czego oczekiwać po kimś kto ma wspólne korzenie z Potterem?
- Słucham?- otworzyłam szerzej oczy. Sytuacja była nie mniej dziwna. Spędzałam czas wolny nie przymusowo z Malfoyem. Co za marnotrastwo!- Skąd wiesz?- Przewrócił oczami.
- Skończył jej się eliksir wielosokowy, poznałem po czuprynie.- patrzyłam na niego z podniesioną brwią i pochyloną głową. Przypomina mi się jak razem z Harrym i Ronem podczas drugiego roku robiliśmy eliksir.
- Z dnia na dzień jesteś coraz śmieszniejszy. Ha ha.
- Mówiła, że jest córką Regulusa Blacka, który z kolei jest bratem Syriusza,,, Podobno jej matka na jakiejś imprezie poznała bliżej Regulusa.- posłał mi złośliwy uśmieszek.- To miała być chyba jakaś ironia, że nazywa się White, tak dla przeciwieństwa.
- Harry nic mi nie mówił...- myślałam na głos.
- Jak miał powiedzieć skoro nie wiedział?
- A czemu ty nic nie mówiłeś?- po chwili dopiero zrozumiałam jak idiotyczne pytanie mu zadałam.
- A po co ci ta wiadomość?- zrobił krok w moją stronę.
- Napewno by się przydała.- wzruszam ramionami.- Rozmumiem czemu ciebie chciała poniżyć, ale czemu wmieszała i mnie do tej intrygi?- zmieniłam temat i również zrobiłam krok w jego stronę. Muszę unieść lekko głowę by patrzeć mu w oczy. Tego samego odcienia, co Teodora.
- Wydaję mi się, że chodzi tu tylko o to, że cię nienawidzę.- zciszył głos do szeptu.- Jesteśmy wrogami i nie możemy razem być. Bo ja jestem lepszy, a ty gorsza. Zresztą ty masz chłopaka, a ja też umawiam się z jedną taką...
Nie wierzyłam w to co powiedział. Biła od niego czysta wrogość. Już myślałam, że mogę zapomnieć o tym jak wredną fretką jest. A jednak idiota, idiotą pozostanie. Uderzyłam go z liścia nim zdążył dokończyć zdanie.
- Dzięki tobie Teodor się do mnie nie odzywa.- Wybiegłam z Pokoju Życzeń. Policzki miałam czerwone ze złości.
Zderzyłam się z jakąś wysoką postacią. Wiedziałam podświadomie kto to był. Miałam rację, Teodor.
- Nadal na mnie lecisz? Może czas odpuścić?- wyminął mnie i nawet nie zaszczycił spojrzeniem.




- Harry!- wołam przyjaciela. Próbuję przekrzyczeć tłum gryfonów w pokoju wspólnym. Odnajduję jego dłoń i ciągnę go za drzwi.- Już wiem jak wam pomóc.
- Naprawdę?- Kiwam głową.
- Pamiętasz drugi rok nauki w Hogwardzie? Kiedy przyrządzaliśmy Eliksir Wielosokowy? Mogę się założyć, że w tamtej książce widziałam coś o poszukiwaniu zaginionych osób. Nie wiele pamiętam powiniśm y odnaleźć tą książkę i...
- Spokojnie, Hermiono! Jestem ci bardzo wdzięczny. Poradzimy sobie z Pansy.- przytulił mnie. Parę minut później opowiedziałam mu o Rosalie White. Uniósł zdumiony brwi.
- Nie spodziewałbym się czegoś takiego po Regulusie.- zakończył rozmowę. Teraz pewnie będzie martwił się White. Czy słusznie zrobiłam mówiąc mu prawdę?

Usiadłam na fotelu, tłum zmniejszył się na tyle, że mogłam szeptem rozmawiać z Harrym, jednak nawet tego nie wykorzystałam. On miał inne problemy, ja inne.
Teodor,

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Drinny: Crazy in love


- Molly to nie może tak dłużej trwać oni muszą wiedzieć!- Artur uderza otwartą dłonią o stół. Harry żałował, że usłyszał te słowa. Już nic nie będzie takie samo kiedy...
- Dajmy im czas! To nic poważnego.- Chłopiec nie widział twarzy pani Weasley, ale znał ją wystarczająco dobrze by wiedzieć, że zmarszczyła czoło. Oczyma wyobrazi widział jej przygnębione spojrzenie.
- Żartujesz? Oni niedługo wezmą razem ślub!- Harry zachłystnął się powietrzem. Odkąd dowiedział sie, że... Nie wyobrażał sobie by mogła zostać jego żoną. Molly wzruszyła nie ufnie ramionami. 
- Niech ci będzie. Powiem im to przy kolacji.
- Przy wszystkich? Nie lepiej byłoby wziąć ich w ustronne miejsce?
- Jak chcesz mogę im powiedzieć to nawet w tej chwili.
Harry wystraszył się i uciekł do pokoju Rona. Molly mogła pojawić się tu w każdej chwili.
- Co się stało?- zapytał zaskoczony. Parę minnut temu Harry oznajmił, że idzie do Ginny. A teraz wyglądał na wystraszonego.- Harry?
Chłopiec opowiedział mu co podsłuchał od państwa Weasley.
- To nie możliwe!- obruszył się.- Harry, to MOJA siostra!

~*~

- Harry! Ginny! Mogę was prosić na słówko?- spytała zdawkowym tonem Molly. Pod jej przyjaznym uśmiechem chowało się jednak coś więcej. Nawet Ginny to zauważyła. Spojrzała na niego zdziwona. Harry nie potrafił powiedzieć jej prawdy. Zdecydował się jedynie nic nie mówić. Wzruszył ramionami. 
Szli pare kroków za panią Weasley. Ginny chciała chwycić go za rękę. Wybraniec w tej samej chwili wsadził dłonie do kieszeni, jakby nie zauważył jej ruchu. Rudowłosa zmarszczyła brwi, robiła to w ten sam sposób co Molly Weasley. Pulchna kobieta odwróciła się w ich kierunku, tak gwałtownie, że Harry musiał cofnąć się o krok by zachować między nimi odpowiednią odległość. Oparła się o drewnianą komodę i dłonią odgarnęła włosy z twarzy. Wyglądała na znacznie starszą niż zwykle. Na starszą i zmęczoną. 
- To będzie dla was napewno trudne.- wzdycha. Ciężar dalszych słów nie pozwala wyjść na wierzch przez następną minutę. Najdłuższą w życiu każdego z nich. W końcu Molly przerywa milczenie.- Jesteście rodzeństwem.- Cisza, która panowała chwilę wcześniej była błogosławieństwem i lepiej byłoby dla nich wszystkich gdyby pozostała jedynie cisza. Z ust Ginny wyrywa się histeryczny śmiech. Szuka upewnienia w oczach pozostałych, że to jedynie głupi żart. Słowo się rzekło. Nie był to głupi żart. Śmiech przeradza się w płacz.
- On nie może być moim bratem!- wrzeszczy.- Nie on.- dodaje ciszej, niemal błagalnie. Harry czuje się bezradnie. W zasadzie nie czuje nic. Podchodzi do niej bliżej. Wyciąga ramiona w geście przytulenia. Ginny cofa się o krok. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z absurdu swojej reakcji. Wiele się zmieni. Ale przytulenie nie będzie oznaką miłości, tylko oznaką wsparcia. 


  ~*~

Mieli rację. Wiele się zmieniło. Ron chodził przygnębiony, Hermiona biegała od Harry'ego do Ginny od Ginny do Rona. Każdemu starała się być przyjaciółką, ale to nie wystarczało. Harry i Ginny potrzebowali czegoś więcej. Miłości. Bo straconą miłość najlepiej naprawić kolejną miłością. Kto byłby dla nich odpowiedni? A może zostawić to wszystko losowi? Nie, Hermiona Granger nie wierzy w los. Tylko i wyłącznie w swoje możliwości. Żyje w świecie magi gdzie wszystko jest możliwe. 
- Słyszałam, że podoba się Blaisowi Zabiniemu.- powiedziała pewnego wieczoru.
- Hermiono, to nie możliwe. On jest Ślizgonem!
- Wiesz, jak sam mówiłeś.- uśmiechnęła się skromnie.- Na wojnie i w miłości wszystko wolno.
- To szalone.- pokręcił z dezaprobatą głową.

~*~

- Czyli co Granger chce byś startował do Weasley?- blondwłosy siedział na kanapie, a złośliwy uśmiech nie odpuszczał mu ani na krok.
- Szkoda tylko, że ja nie chce.- czarnoskóry pokręcił głową.- Zrobiłbyś to dla mnie? Ostatni raz.- wątpił by przyjaciel się zgodził. Ten jednak kiwnął na znak głową, że się zgadza. 

~*~

Piękny wrześniowy dzień. Bardzo piękny by przespać się z pewną rudowłosą kobietą. Draco Malfoy nie krył intencji. To nie miało być nic zobowiązującego. To tylko seks. Jednak uśmiech zadowolenia nie znikał z jego twarz ani na moment. Nawet kiedy wpadł na Harry'ego Pottera. 
- Cześć, Potter!- przywitał się. Właśnie miał się spotkać z jego siostrą i spędzić nie zapomnianą noc. Mógłby choć trochę ponabijać się ze biednego Pottera.- Piękny mamy dzień, prawda?- cwany uśmieszek rozkwitł na jego twarzy. Po głowie chodziły mu różne brudne myśli, których sam Tom Riddle by się nie powstydził. Chociaż w sumie Voldemort nie miał takiego pociągu seksualnego. 
- Co knujesz, Malfoy?- Harry nie dał się zwięść. To nie było do niego podobne. Powitanie i jakby nie patrzeć miłe pytania nie były w jego stylu. Czarnowłosy miał czerwone policzki. Miał nadzieję, że Blondwłosy nie zoriętował się jak serce wybrańca przyspieszyło tępa. Oboje próbowali się minąć, pech chciał by oboje znów się zderzyli.
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz, a pomyśle, że na mnie lecisz.- wycedził blondyn, mierzył czarnowłosego zimnym spojrzeniem. Harry jeszcze bardziej się zaczerwienił. Wyminął Draco i poszedł w tylko sobie znanym kierunku. 
Nie mówił o tym nikomu, choć co raz częściej miał wrażenie, że każdy widzi to, że Harry'emu podobają się nie tylko dziewczyny, ale również i chłopcy, a konkretnie jeden: Draco Malfoy. 
W czasie kiedy Harry'emu zebrało się na rozmyślenia dotyczące jego przyszłego życia, dwie równie ważne osoby w jego życiu pieprzyły się nie pamiętając o niczym innym jak o swoich ciałach.

~*~

Miesiące mijały. Draco i Ginny upewniali się, że łączy ich coś więcej niż łóżko, ale żadne nie było gotowe powiedzieć to drugiej osobie. Nie wspominając już o reszcie świata. Hermiona była pewna, że Ginny spotyka się z Blaisem. Z dnia na dzień chodziła coraz bardziej przygnębiona. Granger nie mogła patrzeć spokojnie na cierpienie swojej przyjaciółki. Zapytała o to Zabiniego. Okazało się, że nie ma on z nią żadnego kontaktu. Jednak uwaga Panny-Wszystko-Wiem-Granger zainteresowała go na tyle, że pięć minut później i Draco Malfoy chodził przygnębiony. Ginny męczyła znajomość z nim? Na to wyglądało. Widocznie Gryfonka miała tak dobre serce, że nie potrafiła mu odmówić. Nie chciał sprawiać jej przykrości. Dlatego zerwał znajomość, jej widok doprowadzał go do szaleństwa. Nie robił nic. Ona stchórzyła, on odpuścił sobie. 
A Harry obawiał się, że ona i on... oni się kochają. Nie zrobił nic. Bo co miał zrobić? To były tylko domysły, domysły, które wolał by się nie spełniły.



niedziela, 3 kwietnia 2016

Fremione: Waiting for love

Cześć i czołem! Przychodzę z obiecanym Fremione! W najbliższym czasie (mniej więcej jutro) pojawi się dziewiąty rozdział.



- Żegnaj, Freddy.- szepnęła. Założyła płasz i szalik. Wymknęła się z domu, a rudowłosy spał słodkim snem nie zdając sobie sprawy, że miłość jego życia odeszła.

Od pewnego czasu Fred Wasley miał problem z alkoholem. Po stracie brata to w alkoholu odnalazł ukojenie od bólu.

Jedynym plusem wojny (o ile wojna ma jakieś plusy) było to że odnalazł miłość.

Hermiona Georger pokłóciła się wtedy z Ronaldem. Fred nie czekał ani chwili. Walczył o jej uczucie, dyskretnie, ale całym sercem. Udało się i między nimi zaiskrzyło. Ale każda miłość przynosi cierpienie. Ono spadło wtedy na Rona. Do dnia dzisiejszego, a minęło prawie siedemdziesiąt lat, nie odzywają się do siebie. A Hermiona jak uciekła, tak nie wróciła.

Fredowi przyszło poradzić sobie z wieloma kłopotami. Chodził na mugolskie spotkania Anonimowych Alkoholików. Spędzał dużo czasu w rodzinnym domu razem z Molly i Arturem. Byli już za starzy i nie potrafili sami się sobą zająć. Patrzył na dzieci swoich braci. Patrzył jak ich życie się układa. Natomiast jego musiało legnąć w gruzach po to by potem mógł je naprawić.

Żałował tych czterdziestu zmarnowanych lat. Nie dbał o nic i nikogo. W ten sposób stracił wszystko.

Hermiona opuściła go dokładnie dwa tygodnie przed gwiazdką w dwutysięcznym piątym roku. Nie widział jej od tej pory.

Jedyną pamiątką po niej było ich wspólne zdjęcie, które leżało na stoliku nocnym. Zawsze nocą patrzył na nie i zastanawiał się co by się stało gdyby nie popadł w nałóg. Hermiona była dzielną dziewczyną. Teraz już wiedział jak bardzo jej nie doceniał. Teraz wszystkie łzy, które wypłakała przez jego nałóg bolały jeszcze bardziej.

Trzydzieści lat po jej odejściu zapisał się na koło AA. Miał wtedy piędziesiąt lat. Ale chyba nigdy nie jest za późno, żeby się poprawić? Szukał jej. Przeszukał całą Anglię, bezskutecznie.

Miał nadzieję, że wróci. Czekał na miłość. Starał się nie marnować czasu. Raz nawet w wieku pięćdziesięciu lat wybrał się do mugolskiego kościoła, tego o którym opowiadała mu Hermiona. W tym samym kościele, w tej samej ławce w wieku ośmiu lat.

Nie raz wyobraźnia stwarzała mu obraz małej rozczochranej dziewczynki stojącej grzecznie ze złożonymi rękami i wymawianiuwszystkich jej znanych modlitw. A mała Hermiona napewno znała ich mnóstwo. Moja Hermiona.

Gdzie ona teraz była? Czy wiedziała, że on się już zmienił?

Czy ma męża, dzieci, wnuki? Jak teraz wygląda jej życie bez niego?

Fred do końca życia myślał o Hermionie. Cały ten czas czekał na miłość.



poniedziałek, 28 marca 2016

DRABBLE: Scorpius x Albus: I like your lips

Dawno nie było miniaturek. Miałam wstawić ją dopiero za tydzień, może później, ale wyszło Drabble- jak tu nie spróbować? Moje pierwsze Drabble, jestem dumna! Mam nadzieję, że Wam również się spodoba, a za sześć dni przychodzę z Fremione.
Ta stusłowna historia będzie miała swoją kontynuację, którą zamieszczę w przyszłym miesiącu.



Głośna muzyka, typowe ślizgońskie imprezy. Nie wiele pamiętam. 
Ognista robi swoje. Jakaś ręka prowadzi mnie w stronę sypialni. 
Wiedziałem co się stanie, pomimo otumanienia byłem na to gotów. 
Miałem ochotę, rzadko kiedy nie mam. Wiecznie młody nie będę,
 a skoro i jej taki ukłat pasuje... 
tata nie byłby dumny, gdyby wiedział co dzieje się za murami Hogwartu. 
Och nie myśl o tym Al! Zamyka drzwi, a ja siedzę na łóżku.
 Cholera nie mogę się doczekać. Staję przede mną.
 Jestem zszokowany, to nie ona, tylko ON.
 Do tego Scorpius. Czy jest pijany? Schyla się i zaczyna mnie całować. 
Całuje bardzo dobrze.

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 8. Tell me if I'm right


- Czekam na wyjaśnienia.- oznajmiam po zamknięciu drzwi do klasy i użyciu paru przydatnych zaklęć.
- Hermiono, masz moje słowo, że dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj!- policzki Ginny nabrały barwę szkarłatu.
- Napewno?- pytam podejrzliwie. Ginny wyciąga ręcę, a ja rzucam krótkie, przydatne zaklęcie prawdy.
- Czy nie miałaś nic wspólnego z artykułem dotyczącym mnie i Malfoya?- pytam po raz kolejny.
- Nie.- Ginny odpowiada, a jej dłonie nie przybierają czerwonej barwy, jak to zwykle się staje gdy ktoś kłamie. Chowam różdżkę i przytulam przyjaciółkę.
- To musi być Rose...- Ginny nie spuszcza ze mnie wzroku. Ja również nie omijam jej oczu.- Pogadam z nią.
- Idę z tobą.- patrzę na nią uparcie. Nie pozbędzie się mnie tak łatwo.
- No dobrze. Za chwilę dzwonek, może przełożymy to na porę obiadu?- pyta. Ma rację, nie ma sensu teraz się tym zajmować.  Zwłaszcza dlatego, że Ginny zaczyna już lekcje. Wracam do Pokoju Wspólnego.
Spakowałam torbę i poszłam na zaklęcia. Ciężko było mi się skupić na lekcji, kiedy  czułam na sobie wzrok Rona. Moje myśli są pogmatwane. To nie może być prawda! Dlaczego ja? Zaciskam dłonie w pięści, by nikt nie zauważył jak się trzęsą. Powoli, najdyskretniej jak potrafię odwracam głowę. Teodor nawet na mnie nie patrzy. Zagryzam wargę. Jak się wytłumaczę mu?
Dokładnym jego przeciwieństwem jest Ron. Nie odrywa ode mnie wzroku. Staram się go ignorować. Ignoruję go.
Jakimś cudem lekcja mija. Pakuję się najszybciej jak potrafię i czekam przed klasą na Teodora.  Ron zauważa mnie i idzie w moim kierunku. Na szczęście Harry ciągnie go za rękę. Nie mam pojęcia jak odwdzięczę się czarnowłosemu. Ślizgon się nie śpieszy. Z klasy wychodzi jako ostatni.
- Teo!- wołam go i łapię za rękę. Odwraca się i patrzy na mnie z wyższością.
- Mmm?- posyła mi zniecierpliwione spojrzenie jakby się śpieszył. Napewno się spieszył kiedy wychodził z sali.
- Musimy pogadać.- rozluźniam uścisk na jego dłoni.
- Ja nic nie muszę.- akcentuje ostatnie słowa. Odwraca się i idzie przed siebie. Ze zdziwieniem zauważam, że jestem nie tyle smutna co wściekła. Tupię nogą, a niesforny kosmyk spada mi na czoło. Nie chcesz, Teodorze- to nie.
Pare lekcji później czekam na Ginny przed Wielką Salą. Widzę jak jej sylwetka się przybliża i o dziwo nie jest sama. Towarzyszy jej Luna.
- Cześć, Hermiono
- Cześć, Luna.
Po chwili wtajemniczają mnie w rozmowę jaka mnie ominęła.
- Pożyczyłam mapę Huncwotów od Harry'ego.
- A on o tym wie?- posyłam jej rozbawiony uśmiech. Kiwa twierdząco głową.- Więc idziemy do sowiarni?- zadaję drugie ważne pytanie. Znów potwierdza moje słowa.
Luna podąża za nami w milczeniu. Kiedy jesteśmy na schodach ja Ginny również milkniemy. Ktoś płacze. Dokładniej mówiąc ona. Rosalie White. Nigdy nie miałam z nią doczynienie, nie to co Ginny czy Luna.
- Rose?- pyta Luna.
- Idź sobie, Lovegood. Nie mam humoru.
- Rose, ale tak nie można. Powinnaś pogadać z Hermioną.
- Nie, Luna. Ja nie mogę! Nie po tym co zrobiłam.
Podchodzę do nich. White milknie momentalnie i patrzy na mnie wielkimi oczami.
- Dlaczego to zrobiłaś?- to jedyne o czym potrafię myśleć.
- Dla żartu.- mówi tak sarkastycznie, że gryzę policzki od wewnętrznej strony. Mogłabym w tej chwili ją uderzyć.
- słaby żart.- wzdycham.
- Napewno nie dla tego idioty Malfoya. Zresztą... nie ważne.- co ona ukrywa?
- Nie ważne... co?
- nic.