Rozmowa z White jedynie mnie podirytowała. Próbowała zemścić się na Malfoy'u moim kosztem? Zdawała sobie sprawę, że mnie również skrzywdzi?
- Malfoy!- krzyczę gdy tylko zauważam blond czupryne. Patrzy mi w oczy i słyszę jego głos.
Nie będę tu z tobą rozmawiać. Przyjdź za dziesięć minut do Pokoju Życzeń.
Odwraca się, jakby nic się nie stało. Nie mam pojęcia, kto nauczył go przekazywać myśli.
- Czego chciałaś?- pyta jak zwykle przyjaźnie.
- Co zrobiłeś tej całej White?
- Jak to co?- unosi brew.
- Nie bez powodu wymyśliła całą tą plotkę.
- Jest po prostu irytująca. Za dużo sobie wyobraża. Myśli, że jeśli raz wpuściłem ją do łóżka ma szansę na coś więcej.- Malfoy był już zdenerwowany. Wytrzymałam piorunujące spojrzenie, które mi posłał.- Nie bez powodu jest taka nienormalna. Czego oczekiwać po kimś kto ma wspólne korzenie z Potterem?
- Słucham?- otworzyłam szerzej oczy. Sytuacja była nie mniej dziwna. Spędzałam czas wolny nie przymusowo z Malfoyem. Co za marnotrastwo!- Skąd wiesz?- Przewrócił oczami.
- Skończył jej się eliksir wielosokowy, poznałem po czuprynie.- patrzyłam na niego z podniesioną brwią i pochyloną głową. Przypomina mi się jak razem z Harrym i Ronem podczas drugiego roku robiliśmy eliksir.
- Z dnia na dzień jesteś coraz śmieszniejszy. Ha ha.
- Mówiła, że jest córką Regulusa Blacka, który z kolei jest bratem Syriusza,,, Podobno jej matka na jakiejś imprezie poznała bliżej Regulusa.- posłał mi złośliwy uśmieszek.- To miała być chyba jakaś ironia, że nazywa się White, tak dla przeciwieństwa.
- Harry nic mi nie mówił...- myślałam na głos.
- Jak miał powiedzieć skoro nie wiedział?
- A czemu ty nic nie mówiłeś?- po chwili dopiero zrozumiałam jak idiotyczne pytanie mu zadałam.
- A po co ci ta wiadomość?- zrobił krok w moją stronę.
- Napewno by się przydała.- wzruszam ramionami.- Rozmumiem czemu ciebie chciała poniżyć, ale czemu wmieszała i mnie do tej intrygi?- zmieniłam temat i również zrobiłam krok w jego stronę. Muszę unieść lekko głowę by patrzeć mu w oczy. Tego samego odcienia, co Teodora.
- Wydaję mi się, że chodzi tu tylko o to, że cię nienawidzę.- zciszył głos do szeptu.- Jesteśmy wrogami i nie możemy razem być. Bo ja jestem lepszy, a ty gorsza. Zresztą ty masz chłopaka, a ja też umawiam się z jedną taką...
Nie wierzyłam w to co powiedział. Biła od niego czysta wrogość. Już myślałam, że mogę zapomnieć o tym jak wredną fretką jest. A jednak idiota, idiotą pozostanie. Uderzyłam go z liścia nim zdążył dokończyć zdanie.
- Dzięki tobie Teodor się do mnie nie odzywa.- Wybiegłam z Pokoju Życzeń. Policzki miałam czerwone ze złości.
Zderzyłam się z jakąś wysoką postacią. Wiedziałam podświadomie kto to był. Miałam rację, Teodor.
- Nadal na mnie lecisz? Może czas odpuścić?- wyminął mnie i nawet nie zaszczycił spojrzeniem.
- Harry!- wołam przyjaciela. Próbuję przekrzyczeć tłum gryfonów w pokoju wspólnym. Odnajduję jego dłoń i ciągnę go za drzwi.- Już wiem jak wam pomóc.
- Naprawdę?- Kiwam głową.
- Pamiętasz drugi rok nauki w Hogwardzie? Kiedy przyrządzaliśmy Eliksir Wielosokowy? Mogę się założyć, że w tamtej książce widziałam coś o poszukiwaniu zaginionych osób. Nie wiele pamiętam powiniśm y odnaleźć tą książkę i...
- Spokojnie, Hermiono! Jestem ci bardzo wdzięczny. Poradzimy sobie z Pansy.- przytulił mnie. Parę minut później opowiedziałam mu o Rosalie White. Uniósł zdumiony brwi.
- Nie spodziewałbym się czegoś takiego po Regulusie.- zakończył rozmowę. Teraz pewnie będzie martwił się White. Czy słusznie zrobiłam mówiąc mu prawdę?
Usiadłam na fotelu, tłum zmniejszył się na tyle, że mogłam szeptem rozmawiać z Harrym, jednak nawet tego nie wykorzystałam. On miał inne problemy, ja inne.
Teodor,
music
poniedziałek, 31 października 2016
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Drinny: Crazy in love
- Molly to nie może tak dłużej trwać oni muszą wiedzieć!- Artur uderza otwartą dłonią o stół. Harry żałował, że usłyszał te słowa. Już nic nie będzie takie samo kiedy...
- Dajmy im czas! To nic poważnego.- Chłopiec nie widział twarzy pani Weasley, ale znał ją wystarczająco dobrze by wiedzieć, że zmarszczyła czoło. Oczyma wyobrazi widział jej przygnębione spojrzenie.
- Żartujesz? Oni niedługo wezmą razem ślub!- Harry zachłystnął się powietrzem. Odkąd dowiedział sie, że... Nie wyobrażał sobie by mogła zostać jego żoną. Molly wzruszyła nie ufnie ramionami.
- Niech ci będzie. Powiem im to przy kolacji.
- Przy wszystkich? Nie lepiej byłoby wziąć ich w ustronne miejsce?
- Jak chcesz mogę im powiedzieć to nawet w tej chwili.
Harry wystraszył się i uciekł do pokoju Rona. Molly mogła pojawić się tu w każdej chwili.
- Co się stało?- zapytał zaskoczony. Parę minnut temu Harry oznajmił, że idzie do Ginny. A teraz wyglądał na wystraszonego.- Harry?
Chłopiec opowiedział mu co podsłuchał od państwa Weasley.
- To nie możliwe!- obruszył się.- Harry, to MOJA siostra!
~*~
- Harry! Ginny! Mogę was prosić na słówko?- spytała zdawkowym tonem Molly. Pod jej przyjaznym uśmiechem chowało się jednak coś więcej. Nawet Ginny to zauważyła. Spojrzała na niego zdziwona. Harry nie potrafił powiedzieć jej prawdy. Zdecydował się jedynie nic nie mówić. Wzruszył ramionami.
Szli pare kroków za panią Weasley. Ginny chciała chwycić go za rękę. Wybraniec w tej samej chwili wsadził dłonie do kieszeni, jakby nie zauważył jej ruchu. Rudowłosa zmarszczyła brwi, robiła to w ten sam sposób co Molly Weasley. Pulchna kobieta odwróciła się w ich kierunku, tak gwałtownie, że Harry musiał cofnąć się o krok by zachować między nimi odpowiednią odległość. Oparła się o drewnianą komodę i dłonią odgarnęła włosy z twarzy. Wyglądała na znacznie starszą niż zwykle. Na starszą i zmęczoną.
- To będzie dla was napewno trudne.- wzdycha. Ciężar dalszych słów nie pozwala wyjść na wierzch przez następną minutę. Najdłuższą w życiu każdego z nich. W końcu Molly przerywa milczenie.- Jesteście rodzeństwem.- Cisza, która panowała chwilę wcześniej była błogosławieństwem i lepiej byłoby dla nich wszystkich gdyby pozostała jedynie cisza. Z ust Ginny wyrywa się histeryczny śmiech. Szuka upewnienia w oczach pozostałych, że to jedynie głupi żart. Słowo się rzekło. Nie był to głupi żart. Śmiech przeradza się w płacz.
- On nie może być moim bratem!- wrzeszczy.- Nie on.- dodaje ciszej, niemal błagalnie. Harry czuje się bezradnie. W zasadzie nie czuje nic. Podchodzi do niej bliżej. Wyciąga ramiona w geście przytulenia. Ginny cofa się o krok. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z absurdu swojej reakcji. Wiele się zmieni. Ale przytulenie nie będzie oznaką miłości, tylko oznaką wsparcia.
~*~
Mieli rację. Wiele się zmieniło. Ron chodził przygnębiony, Hermiona biegała od Harry'ego do Ginny od Ginny do Rona. Każdemu starała się być przyjaciółką, ale to nie wystarczało. Harry i Ginny potrzebowali czegoś więcej. Miłości. Bo straconą miłość najlepiej naprawić kolejną miłością. Kto byłby dla nich odpowiedni? A może zostawić to wszystko losowi? Nie, Hermiona Granger nie wierzy w los. Tylko i wyłącznie w swoje możliwości. Żyje w świecie magi gdzie wszystko jest możliwe.
- Słyszałam, że podoba się Blaisowi Zabiniemu.- powiedziała pewnego wieczoru.
- Hermiono, to nie możliwe. On jest Ślizgonem!
- Wiesz, jak sam mówiłeś.- uśmiechnęła się skromnie.- Na wojnie i w miłości wszystko wolno.
- To szalone.- pokręcił z dezaprobatą głową.
~*~
- Czyli co Granger chce byś startował do Weasley?- blondwłosy siedział na kanapie, a złośliwy uśmiech nie odpuszczał mu ani na krok.
- Szkoda tylko, że ja nie chce.- czarnoskóry pokręcił głową.- Zrobiłbyś to dla mnie? Ostatni raz.- wątpił by przyjaciel się zgodził. Ten jednak kiwnął na znak głową, że się zgadza.
~*~
Piękny wrześniowy dzień. Bardzo piękny by przespać się z pewną rudowłosą kobietą. Draco Malfoy nie krył intencji. To nie miało być nic zobowiązującego. To tylko seks. Jednak uśmiech zadowolenia nie znikał z jego twarz ani na moment. Nawet kiedy wpadł na Harry'ego Pottera.
- Cześć, Potter!- przywitał się. Właśnie miał się spotkać z jego siostrą i spędzić nie zapomnianą noc. Mógłby choć trochę ponabijać się ze biednego Pottera.- Piękny mamy dzień, prawda?- cwany uśmieszek rozkwitł na jego twarzy. Po głowie chodziły mu różne brudne myśli, których sam Tom Riddle by się nie powstydził. Chociaż w sumie Voldemort nie miał takiego pociągu seksualnego.
- Co knujesz, Malfoy?- Harry nie dał się zwięść. To nie było do niego podobne. Powitanie i jakby nie patrzeć miłe pytania nie były w jego stylu. Czarnowłosy miał czerwone policzki. Miał nadzieję, że Blondwłosy nie zoriętował się jak serce wybrańca przyspieszyło tępa. Oboje próbowali się minąć, pech chciał by oboje znów się zderzyli.
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz, a pomyśle, że na mnie lecisz.- wycedził blondyn, mierzył czarnowłosego zimnym spojrzeniem. Harry jeszcze bardziej się zaczerwienił. Wyminął Draco i poszedł w tylko sobie znanym kierunku.
Nie mówił o tym nikomu, choć co raz częściej miał wrażenie, że każdy widzi to, że Harry'emu podobają się nie tylko dziewczyny, ale również i chłopcy, a konkretnie jeden: Draco Malfoy.
W czasie kiedy Harry'emu zebrało się na rozmyślenia dotyczące jego przyszłego życia, dwie równie ważne osoby w jego życiu pieprzyły się nie pamiętając o niczym innym jak o swoich ciałach.
~*~
Miesiące mijały. Draco i Ginny upewniali się, że łączy ich coś więcej niż łóżko, ale żadne nie było gotowe powiedzieć to drugiej osobie. Nie wspominając już o reszcie świata. Hermiona była pewna, że Ginny spotyka się z Blaisem. Z dnia na dzień chodziła coraz bardziej przygnębiona. Granger nie mogła patrzeć spokojnie na cierpienie swojej przyjaciółki. Zapytała o to Zabiniego. Okazało się, że nie ma on z nią żadnego kontaktu. Jednak uwaga Panny-Wszystko-Wiem-Granger zainteresowała go na tyle, że pięć minut później i Draco Malfoy chodził przygnębiony. Ginny męczyła znajomość z nim? Na to wyglądało. Widocznie Gryfonka miała tak dobre serce, że nie potrafiła mu odmówić. Nie chciał sprawiać jej przykrości. Dlatego zerwał znajomość, jej widok doprowadzał go do szaleństwa. Nie robił nic. Ona stchórzyła, on odpuścił sobie.
niedziela, 3 kwietnia 2016
Fremione: Waiting for love
Cześć i czołem! Przychodzę z obiecanym Fremione! W najbliższym czasie (mniej więcej jutro) pojawi się dziewiąty rozdział.
- Żegnaj, Freddy.- szepnęła. Założyła płasz i szalik. Wymknęła się z domu, a rudowłosy spał słodkim snem nie zdając sobie sprawy, że miłość jego życia odeszła.
Od pewnego czasu Fred Wasley miał problem z alkoholem. Po stracie brata to w alkoholu odnalazł ukojenie od bólu.
Jedynym plusem wojny (o ile wojna ma jakieś plusy) było to że odnalazł miłość.
Hermiona Georger pokłóciła się wtedy z Ronaldem. Fred nie czekał ani chwili. Walczył o jej uczucie, dyskretnie, ale całym sercem. Udało się i między nimi zaiskrzyło. Ale każda miłość przynosi cierpienie. Ono spadło wtedy na Rona. Do dnia dzisiejszego, a minęło prawie siedemdziesiąt lat, nie odzywają się do siebie. A Hermiona jak uciekła, tak nie wróciła.
Fredowi przyszło poradzić sobie z wieloma kłopotami. Chodził na mugolskie spotkania Anonimowych Alkoholików. Spędzał dużo czasu w rodzinnym domu razem z Molly i Arturem. Byli już za starzy i nie potrafili sami się sobą zająć. Patrzył na dzieci swoich braci. Patrzył jak ich życie się układa. Natomiast jego musiało legnąć w gruzach po to by potem mógł je naprawić.
Żałował tych czterdziestu zmarnowanych lat. Nie dbał o nic i nikogo. W ten sposób stracił wszystko.
Hermiona opuściła go dokładnie dwa tygodnie przed gwiazdką w dwutysięcznym piątym roku. Nie widział jej od tej pory.
Jedyną pamiątką po niej było ich wspólne zdjęcie, które leżało na stoliku nocnym. Zawsze nocą patrzył na nie i zastanawiał się co by się stało gdyby nie popadł w nałóg. Hermiona była dzielną dziewczyną. Teraz już wiedział jak bardzo jej nie doceniał. Teraz wszystkie łzy, które wypłakała przez jego nałóg bolały jeszcze bardziej.
Trzydzieści lat po jej odejściu zapisał się na koło AA. Miał wtedy piędziesiąt lat. Ale chyba nigdy nie jest za późno, żeby się poprawić? Szukał jej. Przeszukał całą Anglię, bezskutecznie.
Miał nadzieję, że wróci. Czekał na miłość. Starał się nie marnować czasu. Raz nawet w wieku pięćdziesięciu lat wybrał się do mugolskiego kościoła, tego o którym opowiadała mu Hermiona. W tym samym kościele, w tej samej ławce w wieku ośmiu lat.
Nie raz wyobraźnia stwarzała mu obraz małej rozczochranej dziewczynki stojącej grzecznie ze złożonymi rękami i wymawianiuwszystkich jej znanych modlitw. A mała Hermiona napewno znała ich mnóstwo. Moja Hermiona.
Gdzie ona teraz była? Czy wiedziała, że on się już zmienił?
Czy ma męża, dzieci, wnuki? Jak teraz wygląda jej życie bez niego?
Fred do końca życia myślał o Hermionie. Cały ten czas czekał na miłość.
- Żegnaj, Freddy.- szepnęła. Założyła płasz i szalik. Wymknęła się z domu, a rudowłosy spał słodkim snem nie zdając sobie sprawy, że miłość jego życia odeszła.
Od pewnego czasu Fred Wasley miał problem z alkoholem. Po stracie brata to w alkoholu odnalazł ukojenie od bólu.
Jedynym plusem wojny (o ile wojna ma jakieś plusy) było to że odnalazł miłość.
Hermiona Georger pokłóciła się wtedy z Ronaldem. Fred nie czekał ani chwili. Walczył o jej uczucie, dyskretnie, ale całym sercem. Udało się i między nimi zaiskrzyło. Ale każda miłość przynosi cierpienie. Ono spadło wtedy na Rona. Do dnia dzisiejszego, a minęło prawie siedemdziesiąt lat, nie odzywają się do siebie. A Hermiona jak uciekła, tak nie wróciła.
Fredowi przyszło poradzić sobie z wieloma kłopotami. Chodził na mugolskie spotkania Anonimowych Alkoholików. Spędzał dużo czasu w rodzinnym domu razem z Molly i Arturem. Byli już za starzy i nie potrafili sami się sobą zająć. Patrzył na dzieci swoich braci. Patrzył jak ich życie się układa. Natomiast jego musiało legnąć w gruzach po to by potem mógł je naprawić.
Żałował tych czterdziestu zmarnowanych lat. Nie dbał o nic i nikogo. W ten sposób stracił wszystko.
Hermiona opuściła go dokładnie dwa tygodnie przed gwiazdką w dwutysięcznym piątym roku. Nie widział jej od tej pory.
Jedyną pamiątką po niej było ich wspólne zdjęcie, które leżało na stoliku nocnym. Zawsze nocą patrzył na nie i zastanawiał się co by się stało gdyby nie popadł w nałóg. Hermiona była dzielną dziewczyną. Teraz już wiedział jak bardzo jej nie doceniał. Teraz wszystkie łzy, które wypłakała przez jego nałóg bolały jeszcze bardziej.
Trzydzieści lat po jej odejściu zapisał się na koło AA. Miał wtedy piędziesiąt lat. Ale chyba nigdy nie jest za późno, żeby się poprawić? Szukał jej. Przeszukał całą Anglię, bezskutecznie.
Miał nadzieję, że wróci. Czekał na miłość. Starał się nie marnować czasu. Raz nawet w wieku pięćdziesięciu lat wybrał się do mugolskiego kościoła, tego o którym opowiadała mu Hermiona. W tym samym kościele, w tej samej ławce w wieku ośmiu lat.
Nie raz wyobraźnia stwarzała mu obraz małej rozczochranej dziewczynki stojącej grzecznie ze złożonymi rękami i wymawianiuwszystkich jej znanych modlitw. A mała Hermiona napewno znała ich mnóstwo. Moja Hermiona.
Gdzie ona teraz była? Czy wiedziała, że on się już zmienił?
Czy ma męża, dzieci, wnuki? Jak teraz wygląda jej życie bez niego?
Fred do końca życia myślał o Hermionie. Cały ten czas czekał na miłość.
poniedziałek, 28 marca 2016
DRABBLE: Scorpius x Albus: I like your lips
Dawno nie było miniaturek. Miałam wstawić ją dopiero za tydzień, może później, ale wyszło Drabble- jak tu nie spróbować? Moje pierwsze Drabble, jestem dumna! Mam nadzieję, że Wam również się spodoba, a za sześć dni przychodzę z Fremione.
Ta stusłowna historia będzie miała swoją kontynuację, którą zamieszczę w przyszłym miesiącu.
Ta stusłowna historia będzie miała swoją kontynuację, którą zamieszczę w przyszłym miesiącu.
Głośna muzyka, typowe ślizgońskie imprezy. Nie wiele pamiętam.
Ognista robi swoje. Jakaś ręka prowadzi mnie w stronę sypialni.
Wiedziałem co się stanie, pomimo otumanienia byłem na to gotów.
Miałem ochotę, rzadko kiedy nie mam. Wiecznie młody nie będę,
a skoro i jej taki ukłat pasuje...
tata nie byłby dumny, gdyby wiedział co dzieje się za murami Hogwartu.
Och nie myśl o tym Al! Zamyka drzwi, a ja siedzę na łóżku.
Cholera nie mogę się doczekać. Staję przede mną.
Jestem zszokowany, to nie ona, tylko ON.
Do tego Scorpius. Czy jest pijany? Schyla się i zaczyna mnie całować.
Całuje bardzo dobrze.
Ognista robi swoje. Jakaś ręka prowadzi mnie w stronę sypialni.
Wiedziałem co się stanie, pomimo otumanienia byłem na to gotów.
Miałem ochotę, rzadko kiedy nie mam. Wiecznie młody nie będę,
a skoro i jej taki ukłat pasuje...
tata nie byłby dumny, gdyby wiedział co dzieje się za murami Hogwartu.
Och nie myśl o tym Al! Zamyka drzwi, a ja siedzę na łóżku.
Cholera nie mogę się doczekać. Staję przede mną.
Jestem zszokowany, to nie ona, tylko ON.
Do tego Scorpius. Czy jest pijany? Schyla się i zaczyna mnie całować.
Całuje bardzo dobrze.
sobota, 26 marca 2016
Rozdział 8. Tell me if I'm right
- Czekam na wyjaśnienia.- oznajmiam po zamknięciu drzwi do klasy i użyciu paru przydatnych zaklęć.
- Hermiono, masz moje słowo, że dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj!- policzki Ginny nabrały barwę szkarłatu.
- Napewno?- pytam podejrzliwie. Ginny wyciąga ręcę, a ja rzucam krótkie, przydatne zaklęcie prawdy.
- Czy nie miałaś nic wspólnego z artykułem dotyczącym mnie i Malfoya?- pytam po raz kolejny.
- Nie.- Ginny odpowiada, a jej dłonie nie przybierają czerwonej barwy, jak to zwykle się staje gdy ktoś kłamie. Chowam różdżkę i przytulam przyjaciółkę.
- To musi być Rose...- Ginny nie spuszcza ze mnie wzroku. Ja również nie omijam jej oczu.- Pogadam z nią.
- Idę z tobą.- patrzę na nią uparcie. Nie pozbędzie się mnie tak łatwo.
- No dobrze. Za chwilę dzwonek, może przełożymy to na porę obiadu?- pyta. Ma rację, nie ma sensu teraz się tym zajmować. Zwłaszcza dlatego, że Ginny zaczyna już lekcje. Wracam do Pokoju Wspólnego.
Spakowałam torbę i poszłam na zaklęcia. Ciężko było mi się skupić na lekcji, kiedy czułam na sobie wzrok Rona. Moje myśli są pogmatwane. To nie może być prawda! Dlaczego ja? Zaciskam dłonie w pięści, by nikt nie zauważył jak się trzęsą. Powoli, najdyskretniej jak potrafię odwracam głowę. Teodor nawet na mnie nie patrzy. Zagryzam wargę. Jak się wytłumaczę mu?
Dokładnym jego przeciwieństwem jest Ron. Nie odrywa ode mnie wzroku. Staram się go ignorować. Ignoruję go.
Jakimś cudem lekcja mija. Pakuję się najszybciej jak potrafię i czekam przed klasą na Teodora. Ron zauważa mnie i idzie w moim kierunku. Na szczęście Harry ciągnie go za rękę. Nie mam pojęcia jak odwdzięczę się czarnowłosemu. Ślizgon się nie śpieszy. Z klasy wychodzi jako ostatni.
- Teo!- wołam go i łapię za rękę. Odwraca się i patrzy na mnie z wyższością.
- Mmm?- posyła mi zniecierpliwione spojrzenie jakby się śpieszył. Napewno się spieszył kiedy wychodził z sali.
- Musimy pogadać.- rozluźniam uścisk na jego dłoni.
- Ja nic nie muszę.- akcentuje ostatnie słowa. Odwraca się i idzie przed siebie. Ze zdziwieniem zauważam, że jestem nie tyle smutna co wściekła. Tupię nogą, a niesforny kosmyk spada mi na czoło. Nie chcesz, Teodorze- to nie.
Pare lekcji później czekam na Ginny przed Wielką Salą. Widzę jak jej sylwetka się przybliża i o dziwo nie jest sama. Towarzyszy jej Luna.
- Cześć, Hermiono
- Cześć, Luna.
Po chwili wtajemniczają mnie w rozmowę jaka mnie ominęła.
- Pożyczyłam mapę Huncwotów od Harry'ego.
- A on o tym wie?- posyłam jej rozbawiony uśmiech. Kiwa twierdząco głową.- Więc idziemy do sowiarni?- zadaję drugie ważne pytanie. Znów potwierdza moje słowa.
Luna podąża za nami w milczeniu. Kiedy jesteśmy na schodach ja Ginny również milkniemy. Ktoś płacze. Dokładniej mówiąc ona. Rosalie White. Nigdy nie miałam z nią doczynienie, nie to co Ginny czy Luna.
- Rose?- pyta Luna.
- Idź sobie, Lovegood. Nie mam humoru.
- Rose, ale tak nie można. Powinnaś pogadać z Hermioną.
- Nie, Luna. Ja nie mogę! Nie po tym co zrobiłam.
Podchodzę do nich. White milknie momentalnie i patrzy na mnie wielkimi oczami.
- Dlaczego to zrobiłaś?- to jedyne o czym potrafię myśleć.
- Dla żartu.- mówi tak sarkastycznie, że gryzę policzki od wewnętrznej strony. Mogłabym w tej chwili ją uderzyć.
- słaby żart.- wzdycham.
- Napewno nie dla tego idioty Malfoya. Zresztą... nie ważne.- co ona ukrywa?
- Nie ważne... co?
- nic.
piątek, 11 marca 2016
Rozdział 7. Tell me if I'm wrong
Gwiazdy rozypane były na czarnym niebie. My, głowa przy głowie, szukamy tej jednej jedynej. Nie potrzebuje żadnych upewnień, że jest obok. Zdaję sobie z tego świetnie sprawę. Nasze milczenie jest wystarczająco wymowne. Teodor podpiera głowę rękami, teraz patrzy mi w oczy. Ma piękne szare oczy. Kto by pomyślał, że to wszystko zaczęło się od naszego zderzenia?
- Lubię cię.- wyznaję mu.
- Ja ciebie też- odpowiada. Oboje mówimy prawdę. Jego oczy momentalnie się powiększają. Jego oczy są tuż przy moich. Jego usta są tuż przy moich. To zupełnie inny świat. Mój brzuch wariuje. Motylki odbijają się od ścian żołądka. To nasz drugi pocałunek. Czy kiedykolwiek poznam większą rozkosz niż jego pocałunki? Odsuwa się ode mnie i uważnie przygląda. Moją uwagę przykuwa jednak co innego.
- Pomyśl życzenie, Teo!- radzę. Spadająca gwiazda nie będzie wiecznie spadać.
- Chcę byś ze mną była.- kładzie pocałunki na mojej szyi.
- Nie mów tego na głos, bo się nie spełni!- śmieję się.
- Zostaniesz moją dziewczyną?- podnosi się do pozycji siedzącej i patrzy na mnie poważnie. Również się podnoszę.
- Owszem.- uśmiecham się lekko.
- I niby co? Życzenie się spełniło! A jakie było twoje?- pyta wyraźnie z siebie zadowolony.
- Nie powiem.- zagryzam wargę, a on kładzie swoją dłoń na moim policzku. Chcę poznać być szczęśliwa, ciekawe czy gwiazda rzeczywiście spełni moją proźbę.
Ziewnam ze zmęczenia.
- Może chcesz już wrócić?- pyta. Kiwam jedynie głową. Jest już grubo po północy. Teodor pomaga mi wstać. Zaklęciem odnosi koc i koszyk piknikowy do swojego pokoju. Odprowadza mnie pod portret Grubej Damy.
- Do zobaczenia jutro.- kolejne ziewnięcie wyrywa mi się z piersi. Jestem zadowolona, że jutro nie muszę wstać z samego rana. Są również minusy jutrzejszego dnia, ale o nich jeszcze nie chcę myśleć. Przytulam się do Teodora. Mogłabym tak zostać w jego objęciach na dłużej. Niestety nic nie może wiecznie trwać. To co dobra trwa najkrócej.
- Do zobaczenia, księżniczko.- złożył pocałunek na moim czole.
- Co ty tu robisz o tej porze?- zaskrzeczała Gruba Dama.- Jest trzecia nad ranem!
- Dumbledor.- wypowiadam hasło, by zakończyć te niepotrzebne konwersacje. Wchodzę do Pokoju, który o dziwo nie jest pusty. Na fotelu siedzi Harry i czyta mnóstwo książek.
- Harry?
- Hermiona? Co ty tu robisz o tej porze? Gdzie byłaś?- Harry zaczerwienił się.
- Spotkałam się z Teodorem, tylko nie mów Ronowi!- zielonooki kiwa głową.- A ty co tu robisz?- pytam.
- Pomagam Parkinson.- zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- Dlaczego?- pytam.
- Nie wiem. Chyba po prostu dlatego bo ją lubię.- chyba nagle dywan wydał się Harremu niesamowicie ciekawy.
- Ona ciebie chyba też lubi.- stwierdzam. Podnosi zdziwiony głowę. Opowiadam mu po części to co mi Ginny.
- Naprawdę tak powiedziała?- Harry był cały czerwony, a wszystkie książki porozrzucane na stoliku.
- Pomagam jej odnaleźć biologiczną matkę. Po śmierci rodziców dowiedziała się, że jej ojciec zdradził matkę z mugolką. Teraz poszukujemy jej biologicznej matki.
- W czarodziejskich książkach?- pytam zdziwiona.
- Szukamy jakiegoś zaklęcia by móc ją odnaleźć.
- Poczekaj, Harry!- wysilam szare komórki. Już nawet nie jestm śpiąca.- Gdzieś o tym słyszałam...- przygryzam wargę.- Nie potrafię sobię teraz tego przypomnieć, ale gdy tylko przyjdzie mi coś do głowy od razu ci powiem.
- Dziękuję, Hermiono!- Harry przytula mnie do siebie.- Może lepiej idź już spać, jest już późno
Jak na potwierdzenie tych słów ziewa.
- Ty też się kładź- radzę i idę w stronę dorminotrium.
Momentalnie zasypiam gdy moja twarz styka się z poduszką. Pościel jest przyjemnie miękka. Kojarzy mi się z domowym ciepłem. Łza zmoczyła moją poduszkę, ta jedna jedyna.
Następnego dnia budzi mnie sowa stukająca o szybę. Kiedy to moje życie stało się takie zabiegane? Miałam odpocząć po śmierci Voldemorta! Niechętnie wstaję z łóżka i otwieram okno. Sówka wlatuje. Do nóżki ma przyczepioną małą białą kartkę. Odczepiam ją, a sówka nadal czeka. Widocznie na odpowiedź.
Czy o piętnastej też by ci pasowało? O szesnastej mam coś innego do załatwienia. D.
No tak, pewnie szanowny dupek ma poważniejsze plany. Odpisuję mu na tej samej kartce. Skoro ma takie ważne sprawy, niech mu będzie.
W ten sposób od razu po obiedzie poszłam do biblioteki. Malfoy już czekał przy stoliku z jakąś książką w ręku.
Przysiadłam się do niego. Nawet nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem.
- Umawialiśmy sie na piętnastą.- wzdycha ze znóżeniem. Unoszę brwii.
- Przecież jestem!
- Już pięć minut po piętnastej.- Nie patrz na mnie. Dalej szuka jakiejś informacji w książce.- Możesz się tak na mnie nie patrzeć?- zarumieniłam się, a on po raz pierwszy na mnie spojrzał.
- Masz jakieś domysły kto to mógł być?- pytam.
- Jakiś ślizgon. Żaden Gryfon, Puchon albo Krukon nie wymyślił by czegoś takiego.
- Czy ja wiem? Równie dobrze mogli to być Krukoni.
- Wątpię. To typowy ślizgoński plan.- uśmiechnął się ironicznie. Poprawiłam włosy, by nie musieć patrzyć w jego szare tęczówki. Tak podobne, a jednocześnie tak inne od tych Teodora.
- Dobrze. Załóżmy, że to ślizgon. Co dalej?
- Nie wiem. Mógłby to być każdy.
- Powinniśmy, a zwłaszcza ty.- wskazałam na niego palcem.- przyjrzeć się ślizgonom.
Wzruszył ramionami. Zirytowałam mnie jego gest.
Rozmyślaliśmy dalje podając imiona wszystkich naszych wrogów.
- Długo jeszcze, Malfoy?- pytam po dwudziestej osobie jaką wymienił. Głowę opierałam na rękach.
- Wiesz to przykre jak dużo osób mi zazdrości.
- Niby czego?
- Jestem przystojny, bystry, mam kase. Wymieniać dalej?- pyta retorycznie.
Spędzenie z nim godziny nie było dobrym pomysłem. Okropna godzina. Wracam do Pokoju Wspólnego. Opowiada Ginny o całej histori z Malfoyem. Kiedyś i tak napewno by się dowiedziała. Czas minął szybko i znów musiałam pójść do Wielkiej Sali na kolację.
Przyszedł upragniony przez Hogwardzką młodzież poniedziałek. Czujesz ten sarkazm? Jak zwykle z samego rana wszyscy czytali "Plotkarski Hogwart". Gazetkę prowadzoną przez mieszkanki trzech domów: Slytherinu, Gryffindoru i Ravenclawu.
Czytałam go tylko i wyłącznie by nie zrobić przykrości Ginny. Była jedną z głównych redaktorek razem z Luną i Rosalie White*. na pierwszej okładce byłam ja z Malfoyem. Uśmiechałam się w jego kierunku. Sama w to nie wierzyłam.
*Nowa postać, wymyślona przeze mnie. Zdradzę wam w sekrecie, że ma wspólne korzeniem razem z jednym z bohaterów. Domyślacie się z kim?
- Lubię cię.- wyznaję mu.
- Ja ciebie też- odpowiada. Oboje mówimy prawdę. Jego oczy momentalnie się powiększają. Jego oczy są tuż przy moich. Jego usta są tuż przy moich. To zupełnie inny świat. Mój brzuch wariuje. Motylki odbijają się od ścian żołądka. To nasz drugi pocałunek. Czy kiedykolwiek poznam większą rozkosz niż jego pocałunki? Odsuwa się ode mnie i uważnie przygląda. Moją uwagę przykuwa jednak co innego.
- Pomyśl życzenie, Teo!- radzę. Spadająca gwiazda nie będzie wiecznie spadać.
- Chcę byś ze mną była.- kładzie pocałunki na mojej szyi.
- Nie mów tego na głos, bo się nie spełni!- śmieję się.
- Zostaniesz moją dziewczyną?- podnosi się do pozycji siedzącej i patrzy na mnie poważnie. Również się podnoszę.
- Owszem.- uśmiecham się lekko.
- I niby co? Życzenie się spełniło! A jakie było twoje?- pyta wyraźnie z siebie zadowolony.
- Nie powiem.- zagryzam wargę, a on kładzie swoją dłoń na moim policzku. Chcę poznać być szczęśliwa, ciekawe czy gwiazda rzeczywiście spełni moją proźbę.
Ziewnam ze zmęczenia.
- Może chcesz już wrócić?- pyta. Kiwam jedynie głową. Jest już grubo po północy. Teodor pomaga mi wstać. Zaklęciem odnosi koc i koszyk piknikowy do swojego pokoju. Odprowadza mnie pod portret Grubej Damy.
- Do zobaczenia jutro.- kolejne ziewnięcie wyrywa mi się z piersi. Jestem zadowolona, że jutro nie muszę wstać z samego rana. Są również minusy jutrzejszego dnia, ale o nich jeszcze nie chcę myśleć. Przytulam się do Teodora. Mogłabym tak zostać w jego objęciach na dłużej. Niestety nic nie może wiecznie trwać. To co dobra trwa najkrócej.
- Do zobaczenia, księżniczko.- złożył pocałunek na moim czole.
- Co ty tu robisz o tej porze?- zaskrzeczała Gruba Dama.- Jest trzecia nad ranem!
- Dumbledor.- wypowiadam hasło, by zakończyć te niepotrzebne konwersacje. Wchodzę do Pokoju, który o dziwo nie jest pusty. Na fotelu siedzi Harry i czyta mnóstwo książek.
- Harry?
- Hermiona? Co ty tu robisz o tej porze? Gdzie byłaś?- Harry zaczerwienił się.
- Spotkałam się z Teodorem, tylko nie mów Ronowi!- zielonooki kiwa głową.- A ty co tu robisz?- pytam.
- Pomagam Parkinson.- zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- Dlaczego?- pytam.
- Nie wiem. Chyba po prostu dlatego bo ją lubię.- chyba nagle dywan wydał się Harremu niesamowicie ciekawy.
- Ona ciebie chyba też lubi.- stwierdzam. Podnosi zdziwiony głowę. Opowiadam mu po części to co mi Ginny.
- Naprawdę tak powiedziała?- Harry był cały czerwony, a wszystkie książki porozrzucane na stoliku.
- Pomagam jej odnaleźć biologiczną matkę. Po śmierci rodziców dowiedziała się, że jej ojciec zdradził matkę z mugolką. Teraz poszukujemy jej biologicznej matki.
- W czarodziejskich książkach?- pytam zdziwiona.
- Szukamy jakiegoś zaklęcia by móc ją odnaleźć.
- Poczekaj, Harry!- wysilam szare komórki. Już nawet nie jestm śpiąca.- Gdzieś o tym słyszałam...- przygryzam wargę.- Nie potrafię sobię teraz tego przypomnieć, ale gdy tylko przyjdzie mi coś do głowy od razu ci powiem.
- Dziękuję, Hermiono!- Harry przytula mnie do siebie.- Może lepiej idź już spać, jest już późno
Jak na potwierdzenie tych słów ziewa.
- Ty też się kładź- radzę i idę w stronę dorminotrium.
Momentalnie zasypiam gdy moja twarz styka się z poduszką. Pościel jest przyjemnie miękka. Kojarzy mi się z domowym ciepłem. Łza zmoczyła moją poduszkę, ta jedna jedyna.
Następnego dnia budzi mnie sowa stukająca o szybę. Kiedy to moje życie stało się takie zabiegane? Miałam odpocząć po śmierci Voldemorta! Niechętnie wstaję z łóżka i otwieram okno. Sówka wlatuje. Do nóżki ma przyczepioną małą białą kartkę. Odczepiam ją, a sówka nadal czeka. Widocznie na odpowiedź.
Czy o piętnastej też by ci pasowało? O szesnastej mam coś innego do załatwienia. D.
No tak, pewnie szanowny dupek ma poważniejsze plany. Odpisuję mu na tej samej kartce. Skoro ma takie ważne sprawy, niech mu będzie.
W ten sposób od razu po obiedzie poszłam do biblioteki. Malfoy już czekał przy stoliku z jakąś książką w ręku.
Przysiadłam się do niego. Nawet nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem.
- Umawialiśmy sie na piętnastą.- wzdycha ze znóżeniem. Unoszę brwii.
- Przecież jestem!
- Już pięć minut po piętnastej.- Nie patrz na mnie. Dalej szuka jakiejś informacji w książce.- Możesz się tak na mnie nie patrzeć?- zarumieniłam się, a on po raz pierwszy na mnie spojrzał.
- Masz jakieś domysły kto to mógł być?- pytam.
- Jakiś ślizgon. Żaden Gryfon, Puchon albo Krukon nie wymyślił by czegoś takiego.
- Czy ja wiem? Równie dobrze mogli to być Krukoni.
- Wątpię. To typowy ślizgoński plan.- uśmiechnął się ironicznie. Poprawiłam włosy, by nie musieć patrzyć w jego szare tęczówki. Tak podobne, a jednocześnie tak inne od tych Teodora.
- Dobrze. Załóżmy, że to ślizgon. Co dalej?
- Nie wiem. Mógłby to być każdy.
- Powinniśmy, a zwłaszcza ty.- wskazałam na niego palcem.- przyjrzeć się ślizgonom.
Wzruszył ramionami. Zirytowałam mnie jego gest.
Rozmyślaliśmy dalje podając imiona wszystkich naszych wrogów.
- Długo jeszcze, Malfoy?- pytam po dwudziestej osobie jaką wymienił. Głowę opierałam na rękach.
- Wiesz to przykre jak dużo osób mi zazdrości.
- Niby czego?
- Jestem przystojny, bystry, mam kase. Wymieniać dalej?- pyta retorycznie.
Spędzenie z nim godziny nie było dobrym pomysłem. Okropna godzina. Wracam do Pokoju Wspólnego. Opowiada Ginny o całej histori z Malfoyem. Kiedyś i tak napewno by się dowiedziała. Czas minął szybko i znów musiałam pójść do Wielkiej Sali na kolację.
Przyszedł upragniony przez Hogwardzką młodzież poniedziałek. Czujesz ten sarkazm? Jak zwykle z samego rana wszyscy czytali "Plotkarski Hogwart". Gazetkę prowadzoną przez mieszkanki trzech domów: Slytherinu, Gryffindoru i Ravenclawu.
Czytałam go tylko i wyłącznie by nie zrobić przykrości Ginny. Była jedną z głównych redaktorek razem z Luną i Rosalie White*. na pierwszej okładce byłam ja z Malfoyem. Uśmiechałam się w jego kierunku. Sama w to nie wierzyłam.
GRANGER FLIRTUJE Z MALFOYEM?
Głosił tytuł. Cholera jasna!*Nowa postać, wymyślona przeze mnie. Zdradzę wam w sekrecie, że ma wspólne korzeniem razem z jednym z bohaterów. Domyślacie się z kim?
wtorek, 8 marca 2016
Rozdział 6. We’re afire love
Wracamy do Pokoju Wspólnego. Nie ominęły nas wyjaśnienia. Lavender nawet nie ukrywa złości, bez skrupułów patdzy to na mnie, to na Rona. Nie mam czasu o niej myśleć, muszę znaleźć Teodora. Jeśli Malfoy nas widział Teo napewno już wszystko wie z szczegółami, które nie miały miejsca.
Przebieram się i żegnam przyjaciół.
- Później wytłumaczę.- szepczę Ginny. Dyskretnie kiwa głową nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
Szukam go po całej szkole. Godzinę przeszukiwałam korytarze, póki nie przyszło mi na myśl, że może spacerować po błoniach. Nie myliłam się. Teodor siedział na ławce. O i kto by się spodziewał? Obok niego Malfoy z Parkinson i Zabinim. Jakieś sto metrów dalej stali Crabble i Goyle.
Najpierw zauważa mnie Parkinson i znacząco chrząka, głowy pozostałych podążają za jej wzrokiem.
- Hermiona.- Teodor mówi entuzjastycznie, wstaje. Podchodzę bliżej i go przytulam.
- Możemy pogadać?- nie zdążyłam przed Malfoyem, niech lepiej powie mi od razu, że lepiej by było gdybym sobie poszła.
- Nie ma sprawy.- kiwa głową na ślizgonów. Odchodzą bez słowa. Malfoy nie zaszczyca mnie nawet spojrzeniem, nie to co Parkinson. Dyskretnie odwracam się za nimi. Pansy złapała Malfoya za rękę. Co z Harrym?- pomyślałam.
Siadamy na tej samej ławce, na której wcześniej siedział. Drzewo rzuca na nas swój cień.
- O czym chciałaś pogadać?- pyta zdawkowym tonem.
- Malfoy pewnie zdążył ci naopowiadać na ten temat wiele głupot...- zagryzam wargę.
- Jakich głupot?- Marszczy brwii.
- Tego co wydarzyło się dziś rano...
- coś się wydarzyło?- on chyba ze mną gra.Nie mógł nie wiedzieć.
- Nie wierzę, że Malfoy ci nic nie mówił!
- Hermiono powiedz mi o co ci chodzi!- zgania mnie.
- Malfoy widział mnie z samego rana jak wychodziłam z Pokoju Życzeń z Ronem.
- Spałaś z Weasleyem?- patrzy na mnie oskarżycielsko.
- Nie!
- To jakim cudem....
- Już tłumaczę. Ronald wczoraj się upił. Nie był w stanie chodzić. Spędziliśmy noc w Pokoju Wspólnym. Między mną a nim do niczego nie doszło. Malfoy nic ci nie mówił?
- Nie.- patrzy na mnie rozbawiony.- Ogólnie rzecz biorąc rzadko o tobie mówi.
- Dziś o północy,Wieża Astronomiczna.
- Okey. Coś wziąć?
- Uśmiech.- uderzam go w ramię.
- Mówię poważnie!
- Nic nie musisz brać.
Idę do Wielkiej Sali. W brzuchu mi burczy. Czy jadłam dziś śniadanie? Nie pamiętałam. Bardziej liczył się dla mnie objad, który właśnie nadszedł. Siadam obok przyjaciół. Dziesięć minut później mój talerz jest kompletnie pusty i kończę mój sok. Już mam zamiar wstać, kiedy Ginny łapie mnie za rękę.
- Będziesz mi się tłumaczyć. Za godzinę w dorminotrium.- szepcze do mojego ucha.
- Okey.- mruczę.
Wychodzę z sali. Mijam pusty korytarz. Skręcam w lewo i.... czuję uścisk na ręcę. Ktoś ciągnie mnie do ciemnego kąta. Zasłania mi ręką usta. Ma długie, zimne palce. Nie mogę krzyczeć. Oddycha tuż przy moim uchu. Jego ciało jest bardzo blisko mojego. Czuję przyjemny zapach męskich perfum.
- Na ile frontów lecisz, Granger?- pyta sarkastycznie. Znam ten głos.- Weasley, okey- jeszcze rozumiem, ale po jaką cholerę kręcisz z Nottem? Może mi się to nie podoba? Wiesz co mi się jeszcze nie podoba? Twój list do mnie.
Chciałabym powiedzieć mu mnóstwo rzeczy, ale jego dłoń na nic mi nie pozwala. Z całej siły odpycham go od siebie. Daje mi to tylko chwilową przewagę. Wystarczy mi tylko chwila.
- Jaki list? Nic do ciebie nie pisałam!- posyłam mu wrogie spojrzenie.
- Jaki?- pyta i podaje mi pogięty świstek papieru.- Drogi Malfoyu,
Od siedmiu lat walczę z sobą, żeby w ten dzień do Ciebie napisać. Kończymy naszą przygodę w Hogwardzie, pozostała mi ostatnia szansa. Muszę przełamać ten mur nienawiści jaki między nami powstał przez te wszystkie lata. Ograniczę się do prostych słów.
Kocham Cię
I nawet jeśli nie będziesz wiedział od kogo jest ten list, wiedz, że pod tą maską jaką na codzień zakładam chowa się zakochana dziewczyna.
Na zawsze twoja, G.- wyrecytował.
- Dostałam taki sam.- stwierdzam.
Unosi brew.
- Nie wierzę.
- Accio list od M!- świstek papieru po paru minutach czyta.
- Ktoś się z nas nabija.- zaciska szczękę. Widzę to w półmroku jaki panuje.
- Ale kto?- patrzę na niego. Skupiona na zaciśniętej szczęce.
- Och, Granger. Gdybym wiedział ten ktoś już dawno by nie żył.- mówi to tak lekkim tonem, że mam dreszcz.
- Musimy dowiedzieć się kto to.
- My? Jakie my?- patrzy na mnie z wyższością. Nienawidzę tego wzroku. Mam ochotę go uderzyć.
- Masz rację. Ja również nie miałabym ochoty współpracować z takim dupkiem.- unosi rozbawioną brew.
- Jaka szkoda, że jutro spotykamy się w bibliotece. Masz tam być. Inaczej... lepiej nawet nie sprawdzaj. Możesz uznać to za tymczasowe zawieszenie broni.- jestem zdziwiona jego nagłą zmianą podejścia do tematu.
- O której?- mam nadzieję, że nie widać po mnie zdziwienia.
- Szesnasta?
Kiwam głową i zostawiam go samego. Wróciłam do dorminotrium. Na moje nieszczęście siedziała tam Lavender i... o Godryku! ... płakała.
- Lav?- pytam.
- Idź sobie!- mieszanka tuszu i łez wygląda strasznie na jej twarzy.
Podchodzę bliżej i kładę rękę na jej ramieniu. Siadam na jej łóżku.
- Dlaczego taka jesteś?- pyta. Mam wyrzuty sumienia. Nie ranię jej specialnie.
- To nie tak Lavender. To tak nie wygląda. Powinnaś o tym rozmawiać z Ronem.
- Nie dam rady!- wzdycha i patrzy mi w oczy. Rumienię się.
- Powinnaś to zrobić.
Pomagam jej się pozbierać. Wychodzi na spotkanie z Ronem. Życzę jej powodzenia. Może w ten sposób pozbędę się Rona? Wstyd mi za te myśli.
Pare minut później przychodzi Ginny.
- Opowiadaj.- zaczyna bez ogródek.
- Nic ciekawego.
- Hermiono, obie wiemy, że nie umiesz kłamać.
- Ronald wczoraj się upił.
- Wiedziałam, że ta wasza gatka o tym, że tam zasnął jest nie prawdziwa!- po chwili dodała ciszej- Ron ma chyba problemy z alkoholem. Odkąd tylko umarł George, podobnie zresztą jak Fred...- spojrzałam na nią smutno. Biedaczka. Wojna zostawiła piętno na jej rodzinie. Bolesne piętno.
- Nie mogłam z nim w takim stanie wrócić. Co by było gdyby zobaczył nas jakiś duch, albo co gorsza nauczyciel? Spędziliśmy tam noc. Oczywiście nie doszło między nami do niczego.
- Wkońcu niby jak? Napewno nie zgodziłabyś się!- Ginny uśmiecha się smutno. Nadal myśli o Georgu.
- Z samego rana wybiegłam z pokoju.
- Powiedz tylko, Godryku, że byłaś ubrana!
- Oczywiście, ale zobaczył nas Malfoy.
- Powiedział Teodorowi?
- O dziwo nie.
- Nie gadaj!
- Mhm. Sama się mu wygadałam.- Ginny bezgłośnie poruszyła wargami "wtopa". Pokiwałam głową.- Jesteśmy jeszcze umówieni dzisiaj o północy.
Nie wspomniałam jej o Malfoyu, bo wkońcu i po co? Przecież to nic istotnego. Musiałabym wtedy opowiedzieć jej o liście.
Przebieram się i żegnam przyjaciół.
- Później wytłumaczę.- szepczę Ginny. Dyskretnie kiwa głową nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
Szukam go po całej szkole. Godzinę przeszukiwałam korytarze, póki nie przyszło mi na myśl, że może spacerować po błoniach. Nie myliłam się. Teodor siedział na ławce. O i kto by się spodziewał? Obok niego Malfoy z Parkinson i Zabinim. Jakieś sto metrów dalej stali Crabble i Goyle.
Najpierw zauważa mnie Parkinson i znacząco chrząka, głowy pozostałych podążają za jej wzrokiem.
- Hermiona.- Teodor mówi entuzjastycznie, wstaje. Podchodzę bliżej i go przytulam.
- Możemy pogadać?- nie zdążyłam przed Malfoyem, niech lepiej powie mi od razu, że lepiej by było gdybym sobie poszła.
- Nie ma sprawy.- kiwa głową na ślizgonów. Odchodzą bez słowa. Malfoy nie zaszczyca mnie nawet spojrzeniem, nie to co Parkinson. Dyskretnie odwracam się za nimi. Pansy złapała Malfoya za rękę. Co z Harrym?- pomyślałam.
Siadamy na tej samej ławce, na której wcześniej siedział. Drzewo rzuca na nas swój cień.
- O czym chciałaś pogadać?- pyta zdawkowym tonem.
- Malfoy pewnie zdążył ci naopowiadać na ten temat wiele głupot...- zagryzam wargę.
- Jakich głupot?- Marszczy brwii.
- Tego co wydarzyło się dziś rano...
- coś się wydarzyło?- on chyba ze mną gra.Nie mógł nie wiedzieć.
- Nie wierzę, że Malfoy ci nic nie mówił!
- Hermiono powiedz mi o co ci chodzi!- zgania mnie.
- Malfoy widział mnie z samego rana jak wychodziłam z Pokoju Życzeń z Ronem.
- Spałaś z Weasleyem?- patrzy na mnie oskarżycielsko.
- Nie!
- To jakim cudem....
- Już tłumaczę. Ronald wczoraj się upił. Nie był w stanie chodzić. Spędziliśmy noc w Pokoju Wspólnym. Między mną a nim do niczego nie doszło. Malfoy nic ci nie mówił?
- Nie.- patrzy na mnie rozbawiony.- Ogólnie rzecz biorąc rzadko o tobie mówi.
- Dziś o północy,Wieża Astronomiczna.
- Okey. Coś wziąć?
- Uśmiech.- uderzam go w ramię.
- Mówię poważnie!
- Nic nie musisz brać.
Idę do Wielkiej Sali. W brzuchu mi burczy. Czy jadłam dziś śniadanie? Nie pamiętałam. Bardziej liczył się dla mnie objad, który właśnie nadszedł. Siadam obok przyjaciół. Dziesięć minut później mój talerz jest kompletnie pusty i kończę mój sok. Już mam zamiar wstać, kiedy Ginny łapie mnie za rękę.
- Będziesz mi się tłumaczyć. Za godzinę w dorminotrium.- szepcze do mojego ucha.
- Okey.- mruczę.
Wychodzę z sali. Mijam pusty korytarz. Skręcam w lewo i.... czuję uścisk na ręcę. Ktoś ciągnie mnie do ciemnego kąta. Zasłania mi ręką usta. Ma długie, zimne palce. Nie mogę krzyczeć. Oddycha tuż przy moim uchu. Jego ciało jest bardzo blisko mojego. Czuję przyjemny zapach męskich perfum.
- Na ile frontów lecisz, Granger?- pyta sarkastycznie. Znam ten głos.- Weasley, okey- jeszcze rozumiem, ale po jaką cholerę kręcisz z Nottem? Może mi się to nie podoba? Wiesz co mi się jeszcze nie podoba? Twój list do mnie.
Chciałabym powiedzieć mu mnóstwo rzeczy, ale jego dłoń na nic mi nie pozwala. Z całej siły odpycham go od siebie. Daje mi to tylko chwilową przewagę. Wystarczy mi tylko chwila.
- Jaki list? Nic do ciebie nie pisałam!- posyłam mu wrogie spojrzenie.
- Jaki?- pyta i podaje mi pogięty świstek papieru.- Drogi Malfoyu,
Od siedmiu lat walczę z sobą, żeby w ten dzień do Ciebie napisać. Kończymy naszą przygodę w Hogwardzie, pozostała mi ostatnia szansa. Muszę przełamać ten mur nienawiści jaki między nami powstał przez te wszystkie lata. Ograniczę się do prostych słów.
Kocham Cię
I nawet jeśli nie będziesz wiedział od kogo jest ten list, wiedz, że pod tą maską jaką na codzień zakładam chowa się zakochana dziewczyna.
Na zawsze twoja, G.- wyrecytował.
- Dostałam taki sam.- stwierdzam.
Unosi brew.
- Nie wierzę.
- Accio list od M!- świstek papieru po paru minutach czyta.
- Ktoś się z nas nabija.- zaciska szczękę. Widzę to w półmroku jaki panuje.
- Ale kto?- patrzę na niego. Skupiona na zaciśniętej szczęce.
- Och, Granger. Gdybym wiedział ten ktoś już dawno by nie żył.- mówi to tak lekkim tonem, że mam dreszcz.
- Musimy dowiedzieć się kto to.
- My? Jakie my?- patrzy na mnie z wyższością. Nienawidzę tego wzroku. Mam ochotę go uderzyć.
- Masz rację. Ja również nie miałabym ochoty współpracować z takim dupkiem.- unosi rozbawioną brew.
- Jaka szkoda, że jutro spotykamy się w bibliotece. Masz tam być. Inaczej... lepiej nawet nie sprawdzaj. Możesz uznać to za tymczasowe zawieszenie broni.- jestem zdziwiona jego nagłą zmianą podejścia do tematu.
- O której?- mam nadzieję, że nie widać po mnie zdziwienia.
- Szesnasta?
Kiwam głową i zostawiam go samego. Wróciłam do dorminotrium. Na moje nieszczęście siedziała tam Lavender i... o Godryku! ... płakała.
- Lav?- pytam.
- Idź sobie!- mieszanka tuszu i łez wygląda strasznie na jej twarzy.
Podchodzę bliżej i kładę rękę na jej ramieniu. Siadam na jej łóżku.
- Dlaczego taka jesteś?- pyta. Mam wyrzuty sumienia. Nie ranię jej specialnie.
- To nie tak Lavender. To tak nie wygląda. Powinnaś o tym rozmawiać z Ronem.
- Nie dam rady!- wzdycha i patrzy mi w oczy. Rumienię się.
- Powinnaś to zrobić.
Pomagam jej się pozbierać. Wychodzi na spotkanie z Ronem. Życzę jej powodzenia. Może w ten sposób pozbędę się Rona? Wstyd mi za te myśli.
Pare minut później przychodzi Ginny.
- Opowiadaj.- zaczyna bez ogródek.
- Nic ciekawego.
- Hermiono, obie wiemy, że nie umiesz kłamać.
- Ronald wczoraj się upił.
- Wiedziałam, że ta wasza gatka o tym, że tam zasnął jest nie prawdziwa!- po chwili dodała ciszej- Ron ma chyba problemy z alkoholem. Odkąd tylko umarł George, podobnie zresztą jak Fred...- spojrzałam na nią smutno. Biedaczka. Wojna zostawiła piętno na jej rodzinie. Bolesne piętno.
- Nie mogłam z nim w takim stanie wrócić. Co by było gdyby zobaczył nas jakiś duch, albo co gorsza nauczyciel? Spędziliśmy tam noc. Oczywiście nie doszło między nami do niczego.
- Wkońcu niby jak? Napewno nie zgodziłabyś się!- Ginny uśmiecha się smutno. Nadal myśli o Georgu.
- Z samego rana wybiegłam z pokoju.
- Powiedz tylko, Godryku, że byłaś ubrana!
- Oczywiście, ale zobaczył nas Malfoy.
- Powiedział Teodorowi?
- O dziwo nie.
- Nie gadaj!
- Mhm. Sama się mu wygadałam.- Ginny bezgłośnie poruszyła wargami "wtopa". Pokiwałam głową.- Jesteśmy jeszcze umówieni dzisiaj o północy.
Nie wspomniałam jej o Malfoyu, bo wkońcu i po co? Przecież to nic istotnego. Musiałabym wtedy opowiedzieć jej o liście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




